poniedziałek, 31 października 2016

Bohaterowie z "Titanica"

Załoga maszynowa z RMS Titanic zasługuje na miano bohaterów. To, dzięki ich heroicznej pracy na statku doprowadzili do tego, że nie zatonął on jak inne po kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach lecz prawie po trzech godzinach. To oni uratowali wiele istnień ludzkich, poświęcając swoje własne. To dzięki nim pracowały pompy, generatory energii elektrycznej. Dzięki nim była utrzymywana łączność radiowa.

Pomnik upamiętniający inżynierów z Titanica W Southampton


35 oficerów-inżynierów tworzyło zespół Josepha Bella, starszego oficera mechanika — szefa załogi maszynowej na Titanicu. Żaden z nich nie przeżył katastrofy. Załoga maszynowa liczyła 325 ludzi. Zginęło prawie 250 osób czyli 77% zalogi. Pomnik upamiętniający inżynierów, którzy  zginęli w katastrofie Titanica został postawiony w East (Andrews) Park w Southampton (Wielka Brytania). Zbudowany z brązu i granitu pomnik został odsłonięty przez Sir Archibald Denny, prezesa Instytutu Inżynierów Morskich w dniu 22 kwietnia 1914 roku. 100 000 mieszkańców Southampton uczestniczyło w tym wydarzeniu.





Tablica z nazwiskami 35 oficerów załogi maszynowej Titanica


Lista załogi maszynowej na Titanicu

https://www.encyclopedia-titanica.org/titanic-engineering-crew/

https://en.wikipedia.org/wiki/Crew_of_the_RMS_Titanic


Sercem maszynowym Titanica były dwa wielkie silniki parowe i turbina, napędzająca centralną śrubę. Obsługa ich należała do załogi maszynowej, także w stopniu oficerów, którzy mieli zagwarantować szybkość oraz regu­larność rejsów. Oficerowie pokładowi władali górną częścią statku, mechanicy tą poniżej. Załogą maszynową dowodził pierwszy mechanik Joseph Bell przeniesiony z siostrzanej jednostki — Olympica na Titanica. Jedenaście ładowni Titanica miało pojem­ność 7812 ton, a udało się załadować na niego 1910 ton węgla. Dzienne jego zużycie przez statek wynosiło 650 ton, taki zapas wystarczał tylko na trzy dni rejsu. Bunkrowanie węgla postanowiono dokończyć w Southampton. Ładownie były oddzielone od siebie gro­dziami wodoszczelnymi. W ładowni numer dziesięć było około 172 ton węgla, który zaczął się tlić najpierw od strony sterburty… Pożar ugaszono w trakcie rejsu.

Praca rusztowych, palaczy i trymerów była bez wątpienia naj­cięższą pracą na statku ze względu na bardzo wysoką temperaturaę. Wydobywali oni węgiel z ładowni i rzucali go do palenisk. Trymerzy mieli za zadanie kontrolowanie stanu ładowni i przewożenie taczkami ton węgla z ładwoni w pobliżu kotłów. Jednak warunki pracy na Titanicu były o wiele lepsze niż na starszych parowcach tamtej epoki.

Po uderzeniu w górę lodową drugi mechanik Jonathan Shepherd kazał załodze uruchomić pompy i uszczelnić przeciek. Drugi mechanik Hesketh zmagał się z pompami usuwającymi wodę z kotłowni i polecił wyga­sić wszystkie paleniska. W prze­ciwnym razie nadmierne ciśnienie pary w silnikach Titanica, które do tej chwili pracowały na najwyż­szych obrotach, mogło spowodować uszkodzenie zaworów bezpieczeństwa. Zabrano się do zalewania wodą palenisk w kotłach. Po chwili całą kotłownię wypełniły kłęby pary wodnej, sprawiając, że ledwo można było oddychać. Temperatura była nieznośna, ale ludzie nie podda­wali się i ostatecznie udało im się ugasić wszystkie paleniska. Po dwudziestu minu­tach morderczej pracy w kotłowniach wszystko wróciło do normy.

Elektryczne serce Titanica składało się ono z czterech generatorów o mocy 400 kW każdy, które były w stanie wytworzyć prąd o natężeniu 16 000 amperów i napięciu 100 wolt, porównywalny do elektrowni w dużym mieście. Z głównej rozdzielni, złożonej z 25 tablic, rozchodziły się kilometry przewo­dów, doprowadzające energię na cały statek do 420 grzejników elektrycznych, 150 dużych i małych silników elektrycznych, 1500 elektrycznych dzwonków, do żurawików, wind, piekarników w kuchniach, grodzi wodoszczelnych, 10 000 żaró­wek, a przede wszystkim do radiostacji. Jak widać zapotrzebowanie na energię na Titanicu było ogromne. Po zderzeniu statek nadal potrzebował ogromnych ilości energii elektrycznej, bowiem bez niej nie było możliwe prowadzenie ewakuacji pasażerów. Prawie do samego końca paliło się światło, tak niezbędne przy ewakuacji. Energia elek­tryczna była niezbędna nie tylko do oświetlenia, ale do zasilania potężnych pomp uruchamionych przez załogę. Gdyby pod wpływem zalania wodą prądnice przestały dzia­łać, parowiec zatonąłby znacznie szybciej, a liczba ofiar byłaby jeszcze większa.

Bardzo ciekawy film (sfabularyzowany dokument) opowiadający o heroicznej walce mechaników z żywiołem wodnym w czeluściach Titanica.


Cześć Ich pamięci!

Bibliografia:
Geoffrey Marcus  Dziewicza podróż, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1974
D.A. Butler ― Niezatapialny. Pełna historia RMS Titanic, Wydawnictwo Magnum 1998

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz